02/06/2013
Wczesna
pobudka, śniadanie przed 8 i ruszamy na lotnisko. Tutaj zaczyna się
nasza podróż do Chiwy. Lotnisko jest nowoczesne, ludzie przyjaźni,
kontrolerzy przepuszczają Olę z butelką wody i wodą w sprayu po
krótkich negocjacjach. Przy sprawdzeniu paszportów pytanie o
registrację. Na szczęście mamy wszystkie karteczki z sobą.
Niezapomniane wrażenie robi toaleta, mina Oli po wyjściu warta
milion dolarów. Ja nie ryzykuję.
Samolot
na szczęście nie jest przepełniony, 40 minut lotu jest całkiem
przyjemnie, pomimo zapachu sąsiada z przodu. W dole widać pustynię,
a chmura piasku robi niezłe wrażenie.
Przy
wyjściu z samolotu na lotnisku w Urganczu uderza w nas fala gorąca.
Wow! Odbieramy bagaż i zmierzamy do wyjścia, gdzie czeka na nas
kierowca z karteczką Uzbektravel. Wsiadamy do lekko sfatygowanego
lanosa i podążamy do Chiwy. Urgancz to nowe miasto, główny zakład
to wytwórnia oleju, bawełnianego oczywiście.
Ciekawostką
jest ulica Anny German, która urodziła się tutaj.
 |
| Urgancz |
 |
| Urgancz |
Do Chiwy mamy ok 30 km, trasą dość szeroką, z umiarkowaną ilością dziur i osiołków. Często przejeżdżamy przez kanały, które nawadniają pola bawełny. Mówi się, że bawełna potrzebuje 1600 st C, czyli 40 dni po 40 stopni. Mamy wrażenie, że tu rośnie ekspresowo. Zbiory bawełny zaczynają się od 5 września i wszyscy studenci, delegacje z zakładów pracy, większość mieszkańców Uzbekistanu zaganiana jest na pola do ręcznego zbioru bawełny, który trwa do listopada.
Po drodze zaczynają się pewne niejasności, okazuje się, że nasz kierowca ma na imię inaczej niż się spodziewamy, zamiast do hotelu zawozi nas do domu, gdzie dowiadujemy się, że przewodnikiem będzie jego siostra... w domu przeganiają dzieciaki, prowadzą nas na taras, a tam już zastawiony stół i stwierdzenie, że nie musimy jechać do żadnego hotelu, tylko możemy tu zostać. Dopiero silne negocjacje, że koniecznie musimy do hotelu, bo potrzebujemy registracje skłaniają naszą przewodniczkę do tego, żeby nas tam odwieźć (po propozycji, że może pieszkom, bo to tylko 5-7minut, a malcziszki pomogą z czemadanami).
Hotel robi wrażenie, ale raczej negatywne... na zdjęciach z pewnością wygląda pięknie, ale drzwi się praktycznie nie zamykają, łóżko się grozi zawaleniem, jeśli usiąść na nim, a
czystość łazienki pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście nie śpimy tutaj, to tylko by odpocząć po spacerze.
Przed hotelem czeka na nas nasza przewodniczka i zaczynamy spacer. Najpierw musimy dotrzeć do bramy zachodniej, gzie kupujemy bilet wstępu za 25 000 sum, nie jest to mało, ale uprawnia do wejścia do wszystkich zabytków poza mauzoleum i minaretem. Niestety upał nie pozwala nam docenić piękna tego miasta.
Jego nazwa podobno wzięła się od okrzyku ludzi, którzy docierając tutaj, po napiciu się wody, wznosili okrzyk „hiva!” inna legenda mówi o tym, że miasto to założył syn Noe, który po potopie wędrował przez pustynię, na której zasnął. Przyśniło mu się 300 płomieni i postanowił na tym miejscu wybudować miasto w kształcie pięknego statku, zgodnie z kształtem płomieni, które mu się przyśniły. Po środku wykopał studnię Hajwak, mającą wodę o przedziwnym smaku, którą do dziś można zobaczyć.
 |
| Chiva, legendarna studnia |
 |
| Plan Chiwy |
 |
| Chiwa |
Miasto składa się z części wewnętrznej Iczan-Kala i zewnętrznej Dyszan-Kala. Dookoła Iczan-Kala ciągną się mury o wysokości 8-10 m, szerokości 6-8 m i długości ponad 2200 m.
 |
| Chiva, mury wokół Iczan-Kala |
Robi wrażenie ogromny niestety niedokończony minaret Kalta – Minor (poł XIXw) szeroki u podstawy na ponad 14 m, wysoki na 29m, cały ozdobiony pięknymi płytkami. Planowano jego wysokość na 70m, ale Amin-chan zmarł przed skończeniem minaretu. Legenda mówi też, że nie został on dokończony, gdyż, jeśli byłby wysoki na planowane 70 m, można by oglądać z jego szczytu mieszkanki haremu. Inna legenda mówi o tym, że emir Buchary, gdy dowiedział się o tym, że w Chiwie budowany jest taki unikalny minaret zapragnął mieć taki w Bucharze. Zażądał, aby po skończeniu budowy budowniczy zbudował podobny w bucharze, ten jednak odmówił. Gdy dowiedział się, że emir kazał go uwięzić i torturować, uciekł przed ukończeniem minaretu.
 |
| Chiwa, minaret Kalta – Minor |
 |
| Chiwa, minaret Kalta – Minor |
Najwyższym minaretem w Chiwie jest Islam-Chodża, obok, którego stoi najmniejsza merdrasa. Minaret zbudowany na początku XX w, ma kształt podobny do minaretów z XI-XIIw. Jego wysokość to 57m, a szerokość u podstawy 9,5m.
 |
| Chiwa,minaret Islam-Chodża |
Głównym pałacem chanów Chiwy był pałac zbudowany na początku XIX w., który składa się z 3 części – oficjalnego miejsca przyjęć, części administracyjnej i oczywiście haremu, gdzie mieszkały 4 oficjalne żony i konkubiny.
 |
| Chiwa, pałac chanów, harem |
 |
| Chiwa, pałac chanów, harem |
 |
| Chiwa, pałac chanów |
 |
| Chiwa, pałac chanów |
 |
| Chiwa, pałac chanów |
Na nas
największe wrażenie robi meczet z 213 drewnianymi kolumnami, wśród
których 2 są podobno z 10 w. pośrodku jest miejsce dla imama,
który stojąc w nim mógł widzieć wszystkich modlących się.
Z części
rozrywkowej to obiad w domu naszej przewodniczki, który okazał się
smaczny i odpoczynek w hotelu, gdzie dostajemy głupawki na
wyobrażenie nas wędrujących z walizami przez Chiwę i robiących
ślady od waliz w kamieniach, podobne do tych od karoc..
Wieczorem
ruszamy raz jeszcze na spacer. Teraz miasto wydaje nam się znacznie
ciekawsze milsze, nie ma już tego upału.
 |
| Chiwa, zdobione drzwi przed wykończeniem |
 |
| Chiwa, wytwórnia dywanów |
 |
| Chiwa |
 |
| Chiwa |
Zdjęcia też jakoś
ładniej wychodzą o magicznej godzinie. Wszędzie spokój, mało
ludzi. Kawa w tearoomie też jest ok, a wrażenie robi młoda kobieta
z pełnym garniturem złotych zębów, jak się okazuje z przodkami z
Polski.
 |
| Chiwa |
 |
| Chiwa |
 |
| Chiwa suzane w tearoomie |
 |
| mieszkanka Chiwy polskiego pochodzenia :) |
Przy
powrocie do hotelu krótka sesja zdjęciowa, rozmowa z dziewczynką,
która prosi o cukierki i przysłanie zdjęć.
 |
| mieszkanka Chiwy |
W hotelu przemiły pan
znosi nasze ciężary na dół, wsiadamy do taksówki i na lotnisko.
Tam
okazuje się, że samolot jest pełny, ludzie za nic mają kolejki,
ale nic to. Ok północy, dzięki Davronowi, czekającym na nas w
ulewie!, lądujemy u Agnieszki, która ma jeszcze siłę z nami
pogadać do 2, pomimo że rano wędruje do pracy, a my spędzamy czas
na błogim lenistwie.