31/05/2013
Następnym
przystankiem jest centrum w sufizmu – Bahaudin Nakshbandi Complex.
Jest to cel pielgrzymek muzułmanów, w którym można zobaczyć grób
jednego z błogosławionych, miejsce ofiar, gdzie składa się ofiarę
z baranka i święte drzewo, które wyrosło z laski pielgrzyma do
Mekki po powrocie.
 |
| Bahaudin Nakshbandi Complex |
 |
| Bahaudin Nakshbandi Complex |
Jest to główne miejsce dla bezdzietnych kobiet, by mogły zajść w ciążę. Oczywiście trzeba je obejść dookoła, a najlepiej kawałeczek odłamać i zabrać z sobą.
 |
| Bahaudin Nakshbandi Complex - święte drzewo |
Dalej
jedziemy do pałacu letniego emira (Mokhi Hossa – gwiazda jak
księżyc/ star like moon). Jest to mieszanka stylu Uzbeckiego z
Rosyjskim.
 |
| Mokhi Hossa |
Ciekawostką jest polski żyrandol w białej sali reprezentacyjnej, która zdobiona jest techniką lustrzaną,
 |
| Mokhi Hossa - biała sala reprezentacyjna z żyrandolem z Polski |
pięknie malowana „poczekalnia”i zbiór tradycyjnych strojów.
 |
| Mokhi Hossa poczekalnia |
 |
| Mokhi Hossa |
Zachwycają nas haftowane buty.
Możemy też zobaczyć parandża – tradycyjne zakrycie twarzy. Do tej pory każda kobieta ma taką. W czasie wesela, wieczorem, panna młoda wraca do siebie do domu i tam się przebiera w tradycyjny strój, zakrywa twarz parandżą. Przyjeżdżają po nią rodzice pana młodego i zabierają do niego od domu. Następnie przez 40 dni chodzi w specjalnym nakryciu głowy. Po nakryciach głowy można poznać status kobiety – dziewczyny noszą specjalną ochronę na włosy od słońca, młode mężatki specjalny toczek, a po urodzeniu dziecka dodatkowy pas na głowie.
 |
| Mokhi Hossa - portret ostatniego emira |
 |
| Mokhi Hossa |
 |
| Mokhi Hossa - a może zdjęcie z emirem? |
 |
| Mokhi Hossa skrzynka pocztowa |
Wracamy do miasta, gdzie na targowisku kupujemy owoce, próbujemy slodycze i zaopatrujemy się w przyprawy do mięsa, plowa i herbatę.
 |
| Buchara - targowisko |
 |
| Buchara - targowisko |
 |
| Buchara - targowisko |
 |
| Buchara - targowisko |
Dalej
odwiedzamy mauzoleum z IX wieku i XII wieku, które różnią się od
tych w Samarkandzie głównie skromnością i brakiem zdobień.
Przez
park docieramy do samochodu i jedziemy na znakomity szaszłyk,
polecany nam przez Nazirę. Oczywiście jesteśmy jedynymi kobietami.
Szaszłyk okazuje się rzeczywiście pyszny.
Powrót
do hotelu, krótki odpoczynek i ruszamy w miasto. Drobne zakupy
(suzani na poduszki u przemiłej dziewczynki, obrazek papugi za 5
dolarów przy wyjściowej cenie 15,komplet widokówek za 8000 sum u
upartego diabełka), fotografie o magicznej godzinie budynków, panów
grających w domino, szachy inne gry, spacer dookoła miasta i powrót
do hotelu.
Czas
zrzucić zdjęcia i napisać wspomnienia.... a teraz do łóżeczka
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz