30/05/2013
O 8
wyruszamy w kierunku Buchary.
 |
| pożegnanie Samarkandy |
Droga wiedzie przez góry, które na
zachwycają. Po drodze mamy okazję popróbować suszonych owoców w
najwyższym punkcie tutejszych gór. Ola zaopatrzyła się w różnego
rodzaju suszone sery.
 |
| targowisko w środku pustkowia |
 |
| worki z serami |
 |
| a może suszone owoce? |
 |
| jesteśmy atrakcją dla miejscowych |
Następnie
mamy okazję popróbować tandir, czyli baraninę przygotowywaną w
specjalnym piecu, gdzieniegdzie robi się to w dziurze w ziemi.
Zaskakująco pyszne. I nic nam nie dolega, choć patrząc na warunki
w jakich to jest przygotowywane, to „strach się bać”.
 |
| Tandir |
Docieram
do Szachrisabz, czyli miasta rodzinnego Amura Timura. Miejsce nie
zachwyca, parę ruin, pomnik, mauzoleum wychowawcy Amura, targowisko
i tyle.
Teraz
czeka nas ponad 4 godzinna podróż przez pustkowia do Buchary. Droga
okropna, wokół można pooglądać osiołki i kiepskie warunki
życia.
 |
| "światu pokój", napis, jak ze słusznie minionej epoki... tam niestety nie minionej |
 |
| szkoła |
O zasięgu telefonicznym można zapomnieć, do tego jeszcze
kierowca raczy nas opowieścią o brakach benzyny. Dlatego też
mnóstwo osób montuje instalacje gazowe w samochodzie.
Nam na szczęście udaje się zatankować i bez problemu docieramy do Buchary.
Hotel
okazuje się bardzo sympatyczne, pokój i łazienka wywołują efekt
„wow”. Na dodatek do centrum starego miasta jest naprawdę
blisko.
 |
| hol naszego hotelu (hotel Siyavush) |
Udajemy
się tam na „małe conieco”, czyli pyszną sałatkę grecką i
wołowinkę w restauracji, do której doprowadził nas dobrowolny
przewodnik.
 |
| mieszkańcy Buchary |
Spacer
dookoła głównego placu, pierwszy rzut oka na Suzani
 |
| Suzani |
Wracamy
zmęczone do hotelu i gdy już mamy pójść spać, dosiada się do
nas Nazira. Jest przewodniczką i trafiła jej się niesympatyczna
grupa Holendrów, musi się więc zrelaksować. Pomaga jej w tym
wódeczka, którą piją z Olą (ja zostaję przy białym winie,
którego wypiłam całą butelkę). Rozmowy o życiu, Uzbekistanie,
Polsce, polskich filmach i muzyce przedłużają się do 23.... a
miałyśmy iść spać o 9... ale cóż są wakacje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz