wtorek, 15 lipca 2014

Samarkanda - dzień drugi :)

29/05/2013

Po przespanej nocy budzi mnie budzik, pierwszy raz tutaj, bo do tej pory budziłam się sama o nieludzkiej porze.
Śniadanie zaskakuje wyborem i jakością, jak na B&B naprawdę przyzwoicie.
O 9 wyruszamy na plac Ragiston, by zwiedzać medrasy. 





Zaczyn
amy od medrasy Uług Bega, ukończoną w 1420 roku. W środku znajdowało się 48 komnat dla studentów – na parterze uczyli się, a na piętrze spali. W centralnej części znajdowała się większa sala wykładowa. Teraz oczywiście w każdym pomieszczeniu sklepik z rękodziełami. Ola się nie powstrzymała i nakupiła szali... ja zachowałam rozsadek (na krótko) i kupiłam jeden przepiękny kolorowy szal u pana, który „zarabiał językiem”, czyli tyle ile przekona, utarguje, tyle zarobi.



Pan, który twierdzi, że zarabia językiem :) 
mój nowy szal :)




Robimy sobie zdjęcie z Uzbeczkami, dla których jesteśmy taką samą ciekawostką, jak one dla nas.

Wychodząc wstępujemy do sklepiku, gdzie zadziwiają nas sekretne pudełeczka i Ola kupuje Suzanę – stargowała z 220 na 150 dolarów, ile ona jest naprawdę warta? Nikt nie wie...


sklepik z suzanami

Następna jest Medresa Tallya Kari (pokryta złotem - nazwa pochodzi od złotych zdobień we wnętrzu budynku), a potem Medresa Shir Dor (posiadająca siłę lwa - nazwa pochodzi od zdobienia - 2 lwów), przed którą znajduje się grobowiec człowieka, który karmił miesem budowniczych medrasy. Gdy zapytano go po zakończeniu, czego chcew zamian, powiedział, że chce być pochowany w sercu Samarkandy, na placu Ragistan i tak się stało.









Opuszczamy plac Ragistan i ulicą Taszkiencką (miejskim deptakiem) kierujemy się w kierunku Meczetu Bibi Khanum. Po drodze podziwiamy sklepik z strojami ślubnymi i pamiątkami. Ciekawostką jest idący starszy pan, grający na instrumencie, któremu wszyscy dają pieniążki.





Dochodzimy do meczetu Bibi Khanum, w swoim czasie był to największy meczet w świecie islamu. Padł ofiarą swej wielkości: ponoć niedługo po ukończeniu budowy zawaliła się jego główna brama (miała 35 metrów). Konstrukcja runęła raz jeszcze w 1897 podczas trzęsienia ziemi. Odrestaurowany przez Rosjan.










Z meczetem związana jest legenda. Gdy Timur był na wojnie, Bibi-Chanum ukochana żoną Tamerlana postanowiła dla niego zlecić budowę wspaniałego meczetu. Osobiście doglądała robót. Prace budowlane się jednak przedłużały, a termin powrotu Tamerlana z wyprawy był coraz bliżej. 
Zakochany w Bibi-Chanum architekt obiecał zakończenie budowli na czas, po warunkiem, że Bibi-Chanum zgodzi się na jeden pocałunek. 
Ona zaproponowała mu kobiety zamieszkujące harem, pokazując pomalowane w różne kolory jajka „spójrz, one różnią się, ale tylko z zewnątrz, w środku wszystkie są takie same” 
Architekt przyniósł 2 szklanki – jedna z wodą, druga z białym winem „spójrz, z wyglądu są takie same, wypiję jedną, nie poczuję żadnego smaku, wypije drugą, rozpali mnie. Podobnie jest z miłością”. 
Bibi-Chanum uległa namowom. Architekt dotrzymał słowa i ukończony meczet czekał na Tamerlana. 
Niestety, namiętny pocałunek zostawił ślad. Wódz wpadł w gniew i oczywiście nakazał zgładzenie architekta a potem... nakazał, aby w jego imperium kobiety zakrywały twarze welonem.



Po środku placu znajduje się podpórka dla Koranu, który widzieliśmy w Taszkiencie (ten splamiony krwią).




Oczywiście wokół pełno handlarzy wszystkim. Nam jednak przypadł do gustu bardzo artysta rysujący miniatury. Ja kupiłam jedną, Ola 2. naprawdę piękne prace.


artysta rysujący niesamowite miniatury


Pan dogania Olę przed wejściem i radzi jej abyśmy targowały się, najlepiej powiedzieć, że jesteśmy z Białorusi i nie mamy pieniędzy :)

Idziemy na bazar, gdzie wstępujemy do sklepiku mamy naszej przewodniczki i tu ja tracę rozsądek... kupuję 5 szali, na szczęście cena kończy się na 50 $. Szybki rzut oka na bazar i jedziemy na obiad.





Eleonore - nasz wspaniała przewodniczka

barwy Samarkandy :)



Po drodze napotykamy zamkniętą drogę i nieprzyjemnego policjanta, ale i tak nie przeszkadza nam to dojechać do fajnej knajpki za miastem, gdzie siedząc na tapczanie zjadamy po kilka sams (samsa – ciasto francuskie faszerowane mięsem z cebulą, wypiekane w specjalnym piecu). Do tego sałatka, obowiązkowy cziaj i rachunek 18 tys za 4 osoby.


nasz obiad na tapczanie 

samsa

piec, w którym przygotowywana jest samsa

samsa przed włożeniem do pieca

i już wędruje do pieca

pieczenie samsy
na filiżankach do czaju, tradycyjny wzór bawełny


Jedziemy do fabryki jedwabnego papieru. Jedwabny papier z Samarkandy, wyparł kiedyś papirus, jest odporny na wodę, bardzo wytrzymały i odporny na zniszczenie. Można go nawet prać. Pisać można po 2 stronach, bo jest gładki i błyszczący dzięki polerowaniu. Robiony z młodych gałązek morwy ( drzewa, na którym żerują jedwabniki), które rozmiękcza się, gotuje, przygotowując miazgę, która potem ubija się z pomocą młyna wodnego. Potem przelewa przez sito, suszy i poleruje. Ma piękny kremowy kolor i błysk.
Wytwórnia została stworzona kilkanaście lat temu, w miejscu, w który znajdowała się przed wiekami i jest częścią programu, mającego na celu powrót do tradycyjnych technik wytwarzania.



papier z Samarkandy


Następnie jedziemy do fabryki dywanów gdzie ręcznie produkowane są przepiękne dywany przez grupę młodych dziewcząt, ich rękodzieło zachwyca – 1,5 cm dywanu/zmianę. Wow!











Ruszamy dalej. Czeka nas wspinaczka do skupiska mauzoleów (wejściówka 6000 sum). Trzeba wejść na górę, policzyć schody, schodząc w dół jeszcze raz policzyć, jeśli liczba się zgadza, nasze grzechy będą odpuszczone, a życzenia spełnione.




po zejściu po schodach

Na górze mnóstwo mauzoleów, pięknie wykończonych mozaikami i ceramiką. Pięknie.



























Schodzimy na dół po 40 schodach i jedziemy do hotelu.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz