24 dnia
maja AD 2013 o godzinie 2 rano rozpoczęłam podróż w kierunku
Uzbekistanu, po odwiezieniu zwierzyńca do brata, którego obudziłam
o 3 nad ranem, podroży do Katowic, obudzeniu Adama, który odwiózł
mnie do Sosnowca, dotarciu pociągiem do Warszawy, wypróbowaniu
kolejki na lotnisko, 7 godzinach na lotnisku Szeremietiewo o 4:10
dnia następnego dotarłam do Uzbekistanu.
| o przewodnik po Uzbekistanie bardzo trudno... |
Granica
i deklaracja celna były prostsze niż się spodziewałam :)
Zwykły
na wschód od Polski tłum taksówkarzy, którzy oczywiście „dajut
schitot” oblegał wyjście... po wyjściu przed lotnisko za dość
dużym trawnikiem za płotkiem stał tłum oczekujących. Na
szczęście rozpoznałam znaczek biura turystycznego i Davrona, który
odwiózł mnie do „zamka Agnieszki” :) rzeczywisty pałac z
kryształowymi żyrandolami i obowiązkowymi kolumienkami.
Pierwsze
pogaduchy i do łóżeczka o 6 rano :) czyli dokładnie 24 godziny po
wyruszenie w podróż.
Parę
godzin snu pozwoliło się zrelaksować i przygotować do dnia
przyjemności :)
Pierwsze
zapoznanie się z Taszkientem, czyli spacer na targowisko.
Luksusowa
dzielnica nie wygląda na taką... domy dość koszmarne i śmieci
wszędzie. Ale nie należy się tym przejmować, taki urok
Uzbekistanu, dość specyficzne podejście do czystości.
Po
krótkim spacerze trafiamy do czegoś, co przypomina garaż, a
okazuje się miejscem gdzie wypiekają i sprzedają lepioszki, zwane
tutaj chlebkiem Non.
Przepięknie
wyeksponowane owoce i warzywa i handlarze, którzy widząc, że
jesteśmy innostranki, maja dla nas specjalne ceny, tylko dla nas :)
co oznacza kg truskawek 6000 sum, bo dla wszystkich pozostałych
4000.
pieniądze
tutaj to odrębna historia, za 400 $ mamy ponad milion sum, czyli
całkiem niezły pakiet :)
| równowartość 400$ w banknotach 1000 sum (najwyższy dostępny nominał) |
Pieniądze
mają tu chyba mniejszą wartość, niż papier, na którym są
wydrukowane...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz